Poszukiwanie przeszłości w terapii

Ostatnio coraz więcej ludzi w Polsce i nie tylko w młodym wieku na progu życia nie radzi sobie ze swoimi emocjami, załamuje przy drobnych niepowodzeniach i zatraca się w swoim życiu, nie widząc drogi wyjścia. Nieumiejętność radzenia sobie z emocjami, stres i nerwy, powodują, że te osoby wpadają w nałogi, depresję, bezsenność itp.

Cóż zatem mają powiedzieć osoby starsze, których dzieciństwo miało wysoki wskaźnik sytuacji stresujących i traumatycznych wręcz, które mają większy bagaż życiowy, a szczególnie te, które przeżyły wojnę i byli świadkami śmierci swoich bliskich, głodu, gwałtu, mordów i tragicznych wydarzeń wojennych. Jak to się dzieje, że wspomnienia tych przeżyć pozostawiając w umyśle trwały ślad mają wpływ na zdrowie i dalsze życie? - z tym pytaniem zwróciliśmy się do psychologa dr Andrzeja Kaczorowskiego.

POSZUKIWANIE PRZESZŁOŚCI W TERAPII

Ostatnio coraz więcej ludzi w Polsce i nie tylko w młodym wieku na progu życia nie radzi sobie ze swoimi emocjami, załamuje przy drobnych niepowodzeniach i zatraca się w swoim życiu, nie widząc drogi wyjścia. Nieumiejętność radzenia sobie z emocjami, stres i nerwy, powodują, że te osoby wpadają w nałogi, depresję, bezsenność itp.

Cóż zatem mają powiedzieć osoby starsze, których dzieciństwo miało wysoki wskaźnik sytuacji stresujących i traumatycznych wręcz, które mają większy bagaż życiowy, a szczególnie te, które przeżyły wojnę i byli świadkami śmierci swoich bliskich, głodu, gwałtu, mordów i tragicznych wydarzeń wojennych. Jak to się dzieje, że wspomnienia tych przeżyć pozostawiając w umyśle trwały ślad mają wpływ na zdrowie i dalsze życie? - z tym pytaniem zwróciliśmy się do psychologa dr Andrzeja Kaczorowskiego.

- To prawda, coraz więcej osób starszych poszukuje w terapii pomocy, uskarżając się na problem bezsenności, wysokiego ciśnienia tętniczego, chorób psychosomatycznych, niepokoju, nadmiernej nerwowości, a nawet stanów depresyjnych.

Regresja wieku w terapii pozwala dotrzeć do przyczyny powstania takich problemów, stanów emocjonalnych z ich początków, nie tylko do dzieciństwa a nawet do okresu prenatalnego i usunąć blokady emocjonalne powiązane ze zdarzeniami w przeszłości.

Już o tym pisałem, że podczas zasypiania i odpoczynku, odprężenia kiedy nasz organizm utrzymuje się w stanie alfa, a umysł pozostaje w stanie teta pojawiają się myśli i emocje. Lęk, strach z przeszłości paraliżuje ciało i system nerwowy. Zapadając w sen zamiast odpoczywać to przeżywamy koszmary senne oparte na wspomnieniach z przeszłości, a nawet z dzieciństwa.

Jeżeli są to osoby po 65 roku życia, to na pewno będą to przeżycia wojenne z dzieciństwa.

U dzieci wojny pozostawia to bardzo głęboki uraz emocjonalny w psychice, do którego trzeba dotrzeć i go usunąć poprzez uświadomienie problemu czyli przypomnienie go sobie i uwolnienie uczucia lęku. Bo to czego się boimy najczęściej temu ulegamy.

W seansach indywidualnych docieram do podświadomości pacjenta ażeby przypomnieć wspomnienia z podświadomości, które pojawiają się w postaci koszmarów sennych.

W tym miejscu bardziej obrazowo przedstawię seans z 2001 roku pana Antoniego, którego podczas seansu wróciłem do wojennych wspomnień z dzieciństwa. Świadomie ich nie pamiętał, jednak miały one wpływ na jego stan psychiczny i co najważniejsze powodowały bezsenność oraz to że w ciągu dnia czuł się zmęczony. Ten seans, jak wiele innych związanych z wojennymi wspomnieniami, był dla mnie i pana Antoniego wielkim sukcesem w uzdrowieniu jego psychiki i rozwiązaniu problemu bezsenności.

Seans ten jest dla mnie szczególny, gdyż sam mogę potwierdzić wiarygodność opisów w nim zawartych, a także sprawdzić wiarygodność opisów z osobami które znają tą miejscowość.

Bliskie są mi tereny wschodnie. Moja rodzina pochodzi z polskich terenów wschodnich. A miejscowość Torskie obok Zaleszczyk znam z dzieciństwa z wyjazdów wakacyjnych. Te opisy będące wynikiem regresji wieku, potwierdzam osobiście. Pan Antoni poddający się hipnozie przyszedł z problemem koszmarów sennych z powodu których nabawił się nerwicy i bezsenności. Stwierdził, że boi się tych snów, a w ogóle ich nie pamięta po wybudzeniu, a rano czuje się bardzo zmęczony, bez energii do życia. Z chwilą przejścia na emeryturę problem pogłębił się. Dużo myśli a myśli te są lękowe, więc zaczyna bardzo się bać wszystkiego. Po pierwszym seansie terapeutycznym przeprowadziłem regresję wieku cofając do dzieciństwa, W wypowiedziach usłyszałem coś o miejscowości Torskie, koło Zaleszczyków. Zainteresowałem się tymi wypowiedziami i je opisałem. Pan Antoni bardzo wyraźnie opisywał swoje dzieciństwo sprzed 55 lat. A te opisy z kolei bardzo przypominały mi opisy mojej matki i rodziny z tego obszaru i tej miejscowości.


Seans: Antoni lat 62, konstruktor maszyn, emeryt (sierpień 2001 rok)

T: I teraz jesteś w hipnozie. Opisz co widzisz?

P: Leżę pod gruszką. Nie ma liści. Jestem mały, bosy... Nade mną dużo niemieckich samolotów leci. Patrzę w niebo. Bardzo dużo. Mam głowę zadartą. Nie boję się.

T: Widzisz te samoloty?

P: Widzę te samoloty. Lecą nade mną, ale jest ich bardzo dużo. Słyszę huk tylko. Lecą, lecą, lecą gdzieś tam za mną. Lecą chyba na Ruskich. Przede mną, na górze jest dwór - widzę go. Jest taka skarpa. Z niej jest wybrana glina. Taka pieczara. Ja się boję tej pieczary. Tam nigdy nie wchodzę. z daleka patrzę... W tej... glinie, pieczarze biedronka chodzi. Malutka, ale ładna jest (mówi jak małe dziecko). Ojej ja ją widzę wyraźnie, taką malutką.

T: Pięknie – co dalej widzisz?

P: Idę stamtąd. Nie - czegoś się boję. Boje się, że w tej pieczarze chyba duch mieszka albo coś złego. A dalej są grządki nasze. I jest grusza.

T: Widzisz te grządki, co tam rośnie?

P: Tam rośnie natyna. Natyna – tak na to mówimy. My to jemy. A to jest lebioda. Wycinamy i jemy.

T: Jecie to?

P: Tak. Bo to jest smaczne. A nie ma co jeść. Mama gotuje z tego zupkę.

T: Widzisz teraz mamę.

P: Nie, nie ma mamy. Ja widzę gruszkę. Wchodzę na nią. Lubię tam siedzieć.

T: Gdzie to jest? Gdzie mieszkasz?

P: To jest Torskie. Miejscowość na wschodzie Polski. koło Zaleszczyk. Jest wojna. Boję się czegoś. Nie wiem czego! A ta gruszka to już jest bardzo stara, mało gałęzi ma. Aha, idę do Łęczyńskich. I do babci. Tam jest pełno jabłek. A ja lubię jabłka.

T: Opisujesz to, co widzisz.

P: Tam trawa jest i jabłka są. I gałęzie do nas dochodzą. Jest to podwójny dom, taki długi, złączony. Bardzo to ładne jest. Tam Łęczyńska mieszka i babcia Stasia i ciotka Józia. I ja idę do nich. Babcia mnie na rękę wzięła. Ona mnie zawsze całuje i ja ją.

Jest jej Syn Tosiu i ciocia Józia, to jest jego żona, tego Tosia. Wujko Tosio taki małomówny. Na niego mówią "durny Antoś". Podłoga jest, klepisko takie. Ale nierówne. Małe okno jest. Bardzo malutkie. A ja sobie biegam tam po tym.

T: W czym ubrany jesteś?

P: Ja tylko w spodenkach jestem. Brudny jestem bardzo. Bez butów – boso.

T:Czy masz rodzeństwo ?

P: Siostra młodsza, malutka. Urodziła się. Mania. Ona płacze. Chyba chce pić albo jeść. Nie ma co jeść. Jesteśmy głodni. A ona ciągle płacze.

T: Ona jest razem z wami?

P: Tak razem z nami. Jesteśmy wszyscy. Jest małe okno. Bardzo małe. Ława taka, dwa metry, z drewna. Pod tym oknem. W rogu jest jakiś kufer taki. Ja po nim nieraz skacze. Jest piec, z gliny na którym my w zimie śpimy. Ja siedzę na tym piecu. Tam jest cieplej. Jest też piec do pieczenia chleba. To jest nasza izba jedna. Wychodzi się, jest sień. Po drugiej stronie jest druga kuchnia. Tam dziadek umarł. Tam jest kuchnia, ale zalepiona. Niemcy zalepili gliną. Bo nie ma blatu. Ale tam jest większe okno. W sieni jest drabina na strych, który się tam mieści. Strych taki duży, tam suszone jabłka. I widzę te suszone jabłka. Lubię suszone jabłka. My wchodzimy po tej drabinie na strych.

T: Czujesz zapach tych jabłek?

P: Jest stęchlizna. To jest jesień. Już jest taki trochę wilgotny dzień. Zimą jemy suszone jabłka. One zimą smacznie pachną.

T: Teraz mamę opisz.

P: Mama ma złoty ząb. Jest młoda, ma chustkę na głowie, jest przyczesana taka, przylizana, głowę smaruje naftą – czuję naftę. Jest taka jakaś smutna, zatroskana. Źle ubrana, w taką spódnice podartą. W serdaku. Koło okna stoi figurka Matki Boskiej. Ach, to ja ją mam, w naszym domu taką figurkę. To jest ta, co ją dziadek kupił na odpuście. A nie, to jest większa figurka, to nie ta. Moja jest biała, ta jest niebieska. Ta figurka przyjechała razem z nami z Torskiego. Boże, to mama ją uchroniła, miała przy sobie. Nie wiedziałem skąd ją mam u nas w domu. Tam jakieś kwiaty stoją. Koło niej brat jest. Brata lepiej widzę.

T: Siostra malutka?

P: Mała, w kołysce. Kołyska stoi głową do szczytu ściany, nie do okna. Jest tylko ta na poprzek. Widzę pogrzeb siostry. Jakie to straszne. Ona nie żyje. Wszyscy płaczą. Umarła z głodu. Mama nie miała czym ją karmić. Taka malutka i już nie żyje. Ciągle płakała.

T: Co się stało z siostra?

P: Zmarła. Są dziewczynki ubrane na biało. Mała trumienka. Niosą na takich, jakiś szalikach, czy na takich sukmanach tą trumienkę. Jakiś pan krzyż niesie. Niesiemy ją, mama płacze. A my wiemy, że Mania zmarła. I już nie będzie jej z nami. Dobrze, że już nie cierpi.

T: Co dalej? Gdzie siebie widzisz?

P: Mijamy dwór. Jest zakręt. Idziemy na cmentarz. Jest ksiądz z nami. Ojej, widzę ten grób i krzyż ten Pan wbija w ziemię. Glina, glina i jeszcze raz glina. Już nic nie widzę. (płacze – długi płacz)

(...)

T: Co teraz widzisz?

P: W łóżku jestem. Chce mi się siku. O to jest wcześniej jeszcze. O! W kołysce Mania jest jeszcze. Wychodzę siku. Idę siku. Jest mgła, wczesne rano. Stoi jakiś mężczyzna, w mundurze niemieckim, czyści karabin, ja sikam. Wystrzelił. Lecę do mamy, płaczę. Wystraszyłem się.

Lecę do mamy. Nie mogę powiedzieć "mamo", jąkam się. Mama wzięła na ręce i tuli mnie. Nie płaczę. To nie jest płacz, to jest szloch. Jest mi lżej, bo mama mnie przytuliła. Trzęsę się ze strachu. I od tego czasu jąkam się. A nie wiedziałem dlaczego się jąkam. Teraz już wiem. Wystraszyłem się strzału z karabinu. A teraz wydycham strach z gardła i z głowy.

T: Teraz oddychasz głęboko, rozluźniasz się. Tak, wyrzuć z siebie strach i jąkanie ustąpi. Przenieść się w piękne miejsce w przyrodzie.

P: Jest popołudnie. Jest ładnie, ciepło. Pięknie słońce świeci.

T: Co widzisz teraz dalej?

P: Mama weszła. Jest wystraszona. Siada i szyje. Gorset szyje. Jest brat Benek. On ma buty, on ma takie ładne buty. Ja nie mam butów. Z bratem bawimy się w koło, jeden za drugim latamy. Mama mówi, że Linka idzie. Patrzymy w okno. Śnieg z deszczem pada. Benek ucieka do domu. Mama krzyczy "Benek, chodź z nami, bo cię zabiją Banderowcy". A on jest na górce. Wrócił się. Idzie. Śnieg pada, my na tej dróżce schodzimy na dół, gdzie po wodę żeśmy schodzili. Ja zsuwam się na plecach i na tyłku z góry. Linka płacze "Janko, nie zostawiajcie nas." Jasio biegnie z mamą. Mama nie czeka na nich, każe im iść do jakiegoś Ukraińca. Linka z Józiem i z Bronią zostają. My uciekamy. Jesteśmy na dole. Domy się już palą. Banderowcy są we wsi. Biją Polaków, mordują i palą ich domy. Jest dużo ognia, krzyki, płacz ludzi – wołają: „Ratunku! Pali się wszystko! Uciekamy. Banderowcy palą nasze domy i zabijają ludzi. Brat buta zgubił. Takiego drewniaka. Mama mówi zostaw, został jeden. O! Drugiego znowu zostawił. Na boso ucieka. Ktoś się pyta mamy "co jest?" Mama nic nie odpowiada, tylko uciekamy. Ja na plecach jestem. Jesteśmy na drodze, mama rzuca mnie na wóz. Aha, ten pan mówi, "jeszcze pytacie, rzucaj. Kobieto dzieci na wóz i siadaj – uciekaj stąd bo cię zabiją". Jedziemy na tym wozie. Ciotka się znalazła, jest bardzo blada. Straszne piekło. Jest noc, jasno – wszędzie ogień. Wszystko się pali. Ludzie uciekają ze swoich domów. Biorą ze sobą tylko to co mogą wziąć do ręki.

T: Dlaczego uciekacie?

P: Uciekamy przed tymi Ukraińcami, bo tam palą. My jedziemy do Zaleszczyk już. Ciotka pyta się Mamy „jedno moje dziecko, a reszta gdzie?" Mama mówi, że tam u jakiegoś Ukraińca zostały dzieci. Ciotka zdejmuje kufajkę i daje dla Jasia, dla swego dziecka. Nie, brat jest ze mną na wozie. My się tulimy. Jest Władek na wozie, na wozie jest dużo worków ze zbożem. Konie ledwo ciągną. On batem bije te konie. Żeby szybko uciekały. Samochód jedzie z wojskiem. Ach, mama zatrzymała samochód. Julek mówi, że jego rodzina została zabita i dom spalili Banderowcy. Jest na samochodzie. On też ucieka. Jest bardzo wystraszony . Widzę, że trzęsie ze strachu.

T: Kto jedzie na tym samochodzie?

P: Żołnierze polscy i Julek. Julek jedzie z żołnierzami.

Mama mówi do niego, że ciotka uciekła i Franek uciekł. Nie wie, co z Kalinką, co z Gieniem i z ciotką.. Ale to on jest w mundurze polskim. W rogatywce. A my na furmance jesteśmy. Deszcz pada. Jest nam trochę zimno. Widzę figurkę. Tak mama ją zabrała. To ona nas chroniła przed śmiercią. Tak, mama trzyma ją przy sobie i modli się do Matki Boskiej i odmawia różaniec. Teraz już wiem skąd ją mam w domu. To ona nas uchroniła. Dalej widzę jakieś domy... Przyjechaliśmy do jakiegoś domu. Tam będziemy nocować. Jakiś pan mówi "na podłodze będą spali". Ja nie mam butów. Nogi mnie bolą. O Boże krew cieknie. Skaleczyłem się w duży palec prawej nogi. Jest stłuczony. Jak to boli. Strasznie boli. Jestem w łóżku. Jakaś pani mnie bierze na ręce. (długa pauza) Chce mi się spać. (Płacze - długo płacze. Następuje katharsis – oczyszczenie z emocji).


T: Gdzie teraz jesteś?

P: Teraz jestem w Zaleszczykach. Mieszkamy u kogoś.

Biegam po dróżce takiej. Tak to jest droga do rzeki. Tak duża rzeka – szeroka. Większa jak u nas. Tu można się kąpać. Po prawej stronie domu są jakieś drzwi. Nie wiem, co tam jest. Po lewej stronie...(...) Na drodze kamienie widać. Na brzegu jest bardzo płytka woda. Można się kąpać. Idę się kąpać. Jestem rozebrany na nago. Kąpię się w Dniestrze. Jaka duża woda, duża rzeka. Zimna woda.

T: Z kim jesteś?

P: Jest jakaś dziewczyna większa. Brat gdzieś poszedł dalej. Chyba ryby łowi. Po drugiej stronie są domy, tam mieszkają ludzie. Tak to jest Rumunia. Są jakieś takie duże zbiorniki zielone. To fabryka, duże kominy. Cukrownia to jest – po drugiej stronie Dniestru. Jak tu jest pięknie. Jest taka cisza. Jest taki spokój. Ale nie mamy już swojego domu. Mama mówi, że Ukraińcy spalili wszystko co było w domu i cały dom.

T: Gdzie teraz jesteś?

P: Wchodzę do wody. Woda zimna. Oj! Byłbym się utopił. Głęboka. Jest gorąco. Ach, my za późno tu przyszli. Trzy lata mam. Nie, już cztery chyba. Ruscy są tutaj – jakie mają ładne mundury, dużo odznak, czerwone pagony. Jak idziemy to w lesie są Ruscy. Mówią że poszukują Banderowców. To jest lato, to czterdziesty czwarty rok. Widzę Ruskich, jadą dużym wozem, jest ich więcej. Widzę konia. Koń ma na prawej łopatce dziurę. A z tej dziury taka żyłka się ciągnie. Muchy tam siadają na to. Żołnierze prowadzą te konie do wodopoju. Koło naszego domu je prowadzą. A my maszerujemy z tyłu i naśladujemy ich. Ach, w żołnierzy się bawimy. Jest i Bronka i Jasio. Jeden Ruski nas goni batem. Jest zły na nas. Ale ten z pagonami to mówi, żebyśmy szli. Woła nas do siebie. My idziemy. Jest fajnie.

T: Czujesz się bezpieczny?

P: Tak. Idę na boso. Już nie boli noga. Jest tak fajnie, jest lato, droga jest oklepana, gładka. Jest sucho. Nic mnie nie gryzie. Już nie czuję głodu. Niczego się nie boję.

T: Co dalej widzisz?

P: Teraz uciekamy. Jestem na stacji w Zaleszczykach. Tylko widzę jak płonie stodoła u Rosiewicza. Na stacji Ukraińcy przepuszczają do pociągu. Ukraińcy każą zostawić blaty od kuchni. Bo nie pojedziemy. A mama chciała je zabrać ze sobą. Oj!. Pszczoła mnie ugryzła. W nos. Jadłem czereśnie. Rany boskie, ale boli mnie.

T: A teraz gdzie jesteś?

P: Mama mówi, że jedziemy do Polski pociągiem towarowym. Widzę stację kolejową w Zaleszczykach. Jest wcześnie rano. Jesteśmy w wagonie. Śpiewają "Wychodiła na wierych Katiusza". Jest dużo ludzi. Ja ich nie znam. Nie rozumiem ich. Upili się. Żegnamy tych ludzi, którzy byli na stacji. Jest dużo Ruskich żołnierzy. Idziemy przez most na Rumunie, który bardzo się chwieje. Mama się modli. Wagon jest kryty, jest nas tam dużo. Jest ciotka, jest jakaś matka z córką. Są skakunki, które pieją i śpiewają. Jest Rysiek, ten... Aha i Rusia, to jest, to są dzieci tej Mańki. Ach, jest Kazia, malutka. Ona jest...Gutowska się pisze. Mała dziewczynka. Siedzę na takich workach i patrzę. Bardzo mnie boli, bo pszczoła mnie ugryzła w nos. Zapuchłem.

T: Jest to wagon?

P: Wagon towarowy. Jest duży, bardzo duży przedział. Wagon śmierdzi czymś. Aha Mańka mówi, że tym wagonem wożono zwierzęta, wcześniej. Ale to nie ważne, będziemy jechać do Polski. Chcę do Polski. Tam będzie lepiej i bezpieczniej. Mama mówi, że tam spotkamy ojca. On jest na wojnie, na froncie. Chyba nas już nie zabiją. Nie ma Banderowców. Ruscy. Oni są jacyś śmieszni. Coś mówią, ale ja ich nie rozumiem. Widzę masę samochodów ciężarowych. One są takie olbrzymie. Jedno koło stoi obok drugiego. Ruscy pozganiali ich wszystkich. Ale bardzo dużo ich jest. Dużo ludzi – wszyscy chcą jechać. Już jedziemy. Pociąg się zatrzymał. Jest jakaś huśtawka, bo jest wieczór. Bardzo ładnie jest. Dużo dzieci na tej huśtawce się kołysze. Ja wyszedłem, w głowie mi się kręciło, bardzo mnie boli, bo pszczoła mnie ugryzła. Jestem zapuchnięty. I trochę mi jest zimno. Robię siku i wracam do wagonu.

T: Opisz co widzisz. (...)

P: Widzę dużo wojskowych samochodów. Jest burza, straszny wiatr i deszcz. Stoimy na takim nasypie. Wszystko, co było na wagonach spada. Jest bardzo duża burza. Na dachach wagonów siedzieli ludzie z bagażami – zeszli na dół pod wagon. Deszcz pada, wszyscy się chowają.

T: Co dalej widzisz?

P: Rano jestem głodny. Mama ugotowała zacierkę na mleku, ale nie jemy ją. Bo postawiła koło worka i Pani starsza schodziła i nogę wsadziła do tej zacierki. Poparzyła sobie nogę i mama wylała tę zacierkę, a my głodni jesteśmy. Ta pani mówi "cholera, nogę sobie sparzyłam". Zacierka była w takim garnku spiżowym. A szkoda, bo ja bardzo lubię zacierkę. Będę teraz głodny – nie ma już co jeść.

Widzę drzewa, takie wiśnie. Kąpię się. W jakimś jeziorze. Z mamą. Do tego jeziora prowadzą wąskie tory takie. To chyba cegielnia była. Ale mówią, że pociąg odjedzie, to wracamy. Jest bardzo ciepło. W Katowicach stoimy. Ja chodzę po torach. Bardzo mi ciężko chodzić, bo to ja jestem mały. A bardzo dużo tych torów jest. Jeszcze tyle nie widziałem. Bronka upadła, rozbiła sobie głowę. Krew jej leci. Ojej jak ona płacze. Mama ją wzięła na ręce. Ona się uderzyła o szalunek peronu. Wysadzili nas już. Śpię pod gołym niebem. Ojej! Cieszę się, bo widzę gwiazdy. Tu już nas wysadzili. Jesteśmy w Polsce. Jakaś dziwna Polska. Wszędzie pola i lasy, mało ludzi.

T: Gdzie wysadzili was?

P: W Laskowicach.

T: Wrocław?

P: Tak, widać Wrocław daleko za lasem. Tu mówią, że Wrocław się pali. Dymy takie idą jeszcze, ogień tu widać. my widzimy. To blisko. Mówią, że to Breslau. Mówią, że to miasto się jeszcze pali. Ale mama nam pościeliła. Ja patrzę się w gwiazdy i boję się tych gwiazd i odwracam się. I zasypiam. Ale jest ciepło. Brata gdzieś nie było. Wrócił, gdzieś był, mama go zbiła. Nie wiem, co on zrobił, ale w każdym razie on płacze i ja płaczę. Coś tam było. Przyjechały furmanki. To Niemcy przyjechali. Załadowali nas na te furmanki i jedziemy. Jedziemy przez taki las. Jedna pani mówi, że tu bomba padła. Droga jest asfaltowa, Lipy są w koło. Idziemy drogą, domy są, ja zbieram niebieskie koraliki. Takie są malutkie. Widzimy krowa się pasie w trawie po prawej stronie drogi. To krowa sołtysa. Wchodzimy do mieszkania ciotki po schodach. One jest pozamiatane, ale na samym środku jest dużo widokówek niemieckich, masę widokówek. My to oglądamy. Ciotka wjeżdża z furmanką z moją mamą i mają nasze rzeczy. I my tam zostajemy, tam mieszkamy.

T: Czy to jest gospodarstwo?

P: Tak. Jest stajnia, studnia, stodoła. Płynę na łódce z Linką. Troszkę się boję, ale bardzo ładna rzeka. O, wyciąga sieć. W sieci jest mała rybka, się rzuca. Bardzo ładnie tam jest.

Niemcy mieszkają. Są bardzo życzliwi dla nas. To są sami starzy ludzie i Niemki, ja się bawię z tymi Niemcami. Oni są bardzo życzliwi. Pomagają nam we wszystkim.

Już jest jesień. Z nami mieszka wujek. Przyszedł Niemiec, daje jemu takie narzędzia do robienia... Wujek dłuto naprawia i on jemu dał. Marynarkę mu ściąga, daje. Oni byli dobrzy dla nas ci Niemcy. On nas podstrzygał. Obok nas mieszkają. Ale ich wszystkich wywożą. To już jest rok czterdziesty szósty. Jesień, jesień, bo ja byłem u nich na Boże Narodzenie. Oni śpiewali, u nas byli. Boże Narodzenie jest, a już Niemców nie ma.

Koniec seansu!

Był to seans w którym Pan Antoni widział koszmar swojego dzieciństwa – tragedia dla małego dziecka, której świadomie nie pamiętał. Ale jak widać podświadomość zakodowała wszystko – nawet szczegóły wydarzeń i te dobre i te złe. Emocje Pana Antoniego bardzo potrzebowały ujścia na zewnątrz, tak mocno i długo w nim tkwiły.

Celem terapii było uwolnienie informacji powiązanych z emocjami lęku, strachu, głodu, bólu, a nawet żalu i pretensji. Choć Pan Antoni był pogodnym człowiekiem, terapia powiodła się poprzez zastosowanie regresji wieku – powrót do dzieciństwa. Nastąpił katarsis – oczyszczenie emocji z przeszłości. W trakcie seansu bardzo mocno przeżywał swoje dzieciństwo i ze szczegółami je odtworzył i ponownie przeżył. Pan Antoni odreagował ukryte emocje. Będąc już dorosłym człowiekiem nadal mocno przeżywał fakty ze swojego dzieciństwa, a to odbijało się niekorzystnie na jego zdrowiu.

Seans odniósł sukces terapeutyczny. Po seansie bezsenność ustąpiła, a psychika wróciła do normy.

Koszmary senne ustąpiły i pojawiły się kolorowe sny. A figurkę Matki Boskiej którą przywiózł ze wschodu, do której modliła się jego matka o ochronę rodziny Pan Antoni oddał do Kościoła w swojej Parafii, ponieważ uznał, że pozostawiając ją w kościele nie będzie podświadomie wspominał koszmarów wojennych. To ona chroniła jego i jego rodzinę przed złem i była z nim przez całe życie od dzieciństwa.

Takie i podobne scenariusze zapisują się podczas sesji w moim gabinecie. Dobrze jest je pokazać młodym ludziom, którzy nie mają za sobą tak traumatycznych doświadczeń, a często nie mając porównania swoje problemy uważają za życiowe tragedie.



ANDRZEJ KACZOROWSKI

Kontakt: 601 99 70 17, mail: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

www.hipnolog.pl